Opinie

Cień pedofilii na życiu nawróconego syna nazisty


To była budu­ją­ca histo­ria. Syn sze­fa kan­ce­la­rii NSDAP oraz sekre­ta­rza füh­re­ra, chrze­śniak Adol­fa Hitle­ra, wycho­wa­nek szko­ły dla dzie­ci dostoj­ni­ków III Rze­szy po woj­nie pod wpły­wem wie­śnia­ków z Austrii, któ­rzy przy­gar­nę­li go w cza­sie panicz­nej uciecz­ki przeda­lian­ta­mi, został kato­li­kiem, póź­niej księ­dzem i misjo­na­rzem w Afry­ce, a już po laicy­za­cji dzia­łał w gru­pie “Dzie­ci opraw­ców — dzie­ci ofiar” oraz pisał książ­ki mają­ce być prze­stro­gą na przy­szłość. Mowa o obec­nie osiem­dzie­się­cio­let­nim Mar­ti­nie Bor­man­nie junio­rze. […]


To była budu­ją­ca histo­ria. Syn sze­fa kan­ce­la­rii NSDAP oraz sekre­ta­rza füh­re­ra, chrze­śniak Adol­fa Hitle­ra, wycho­wa­nek szko­ły dla dzie­ci dostoj­ni­ków III Rze­szy po woj­nie pod wpły­wem wie­śnia­ków z Austrii, któ­rzy przy­gar­nę­li go w cza­sie panicz­nej uciecz­ki przeda­lian­ta­mi, został kato­li­kiem, póź­niej księ­dzem i misjo­na­rzem w Afry­ce, a już po laicy­za­cji dzia­łał w gru­pie “Dzie­ci opraw­ców — dzie­ci ofiar” oraz pisał książ­ki mają­ce być prze­stro­gą na przy­szłość.

Mowa o obec­nie osiem­dzie­się­cio­let­nim Mar­ti­nie Bor­man­nie junio­rze. Książ­ka Życie na prze­kór cie­niom będą­ca swo­istą auto­bio­gra­fią i roz­li­cze­niem z prze­szło­ścią rodzi­ny zosta­ła wyda­na w 2006 roku w Pol­sce przez Wydaw­nic­two Księ­ży Maria­nów. Bor­mann syn opi­su­je w niej mię­dzy inny­mi swo­je dzie­ciń­stwo i mło­dość oraz póź­niej­sze losy. Etap w któ­rym po przy­ję­ciu świę­ceń w 1958 roku a przed wysła­niem go na misje do Kon­ga co nastą­pi­ło 13 maja 1961 roku autor kwi­tu­je zale­d­wie kil­ko­ma zda­nia­mi.

W sierp­niu 1960 roku mło­dy ksiądz został skie­ro­wa­ny do die­ce­zji Gurk-Kla­gen­furt oraz został nauczy­cie­lem reli­gii w dwóch pod­sta­wo­wych szko­łach. Według jego słów: “był to bar­dzo kształ­cą­cy czas wypeł­nio­ny przy­ja­ciel­ski­mi kon­tak­ta­mi mię­dzy­ludz­ki­mi”. Nie­ste­ty, cie­niem na tych sło­wach kła­dzie się ostat­nio ujaw­nio­ne oskar­że­nie ze stro­ny wycho­wan­ka szko­ły Ser­ca Jezu­sa w Sal­zbur­gu (któ­rej wycho­wan­kiem był rów­nież wcze­śniej i sam Bor­mann syn) o to, że Bor­mann doko­nał na nim bru­tal­ne­go gwał­tu. Ofia­ra mia­ła wte­dy 12 lat, a Bor­mann 30. Trzej inni byli ucznio­wie szko­ły twier­dzą, że byli przez Bor­man­na bru­tal­nie bici.

Mar­tin Bor­mann junior nie jest już księ­dzem kato­lic­kim — cho­ciaż nadal oso­bą wie­rzą­cą i już po swo­im zeświec­cze­niu uczył nauki reli­gii w szko­łach w Niem­czech. Wystą­pił ze zgro­ma­dze­nia Misjo­na­rzy Ser­ca Jezu­so­we­go na począt­ku lat 70-tych po tym kie­dy uległ poważ­ne­mu wypad­ko­wi samo­cho­do­we­mu. Jak sam napi­sał w bio­gra­fii — nie chciał być zawa­dą dla swo­ich współ­bra­ci z powo­du sta­nu zdro­wia a dostał moż­li­wość zarob­ko­wa­nia przez pisa­nie ksią­żek. Po uzy­ska­niu tzw. indul­tu seku­la­ry­za­cyj­ne­go 8 listo­pa­da 1971 roku oże­nił się z byłą misjo­nar­ką. Ślu­bu udzie­lił zaprzy­jaź­nio­ny biskup z Holan­dii.

Jeże­li jed­nak oskar­że­nia się potwier­dzą trud­no nie zada­wać sobie pyta­nia o to, że Kościół rzym­sko­ka­to­lic­ki dosyć lek­ko­myśl­nie dobie­rał ludzi do pra­cy z dzieć­mi. Prze­szłość syna Bor­man­na według dzi­siej­szych stan­dar­dów bez przej­ścia odpo­wied­niej tera­pii była obcią­ża­ją­ca dla jego psy­chi­ki i nie pre­de­sty­no­wa­ła go do pra­cy z dzieć­mi. Sam był ofia­rą prze­mo­cy, w związ­ku z czym czyn któ­re­go miał­by się dopu­ścić jest w pewien spo­sób kon­se­kwen­cją jego prze­szło­ści.

Z opi­sa­nych losów Bor­man­na wyni­ka jed­nak, że obda­rzo­ny był przez Kościół zaufa­niem nie mają­cym wie­le wspól­ne­go z ostroż­no­ścią. Oczy­wi­ście nie nale­ży obar­czać dzie­ci wina­mi ich rodzi­ców ale muszę przy­znać, że gdy prze­czy­ta­łam (nie zna­jąc oskar­żeń, któ­re ujaw­nio­no w tym roku) auto­bio­gra­fię Bor­man­na i pocho­dząc z naro­du, któ­ry bar­dzo ucier­piał w cza­sie II woj­ny świa­to­wej poczu­łam iry­ta­cję tą soli­dar­no­ścią i tro­ską jaką Kościół kato­lic­ki w Austrii i Niem­czech (kon­kret­ni księ­ża) oka­zy­wa­li rodzi­nom pro­mi­nen­tów III Rze­szy. Cóż, może to zabrzmieć jak iry­ta­cja bra­ta syna mar­no­traw­ne­go ale prze­czy­ta­nie rela­cji o tym, jak to Mar­tin Bor­mann junior (wte­dy 20-let­ni) i jego dwie młod­sze sio­stry zosta­li w Ponie­dzia­łek Wiel­ka­noc­ny 1950 roku przy­ję­ci na “audien­cji spe­cjal­nej” przez papie­ża Piu­sa XII, któ­ry to był dobrze poin­for­mo­wa­ny o powo­jen­nych losach rodzi­ny Bor­man­nów, wypy­ty­wał jak się im wie­dzie oraz udzie­lił bło­go­sła­wień­stwa kaza­ło mi się zasta­no­wić, czy papież był rów­nie dobrze poin­for­mo­wa­ny o losach pol­skich kato­lic­kich rodzin, któ­rych rodzi­ce zgi­nę­li w cza­sie woj­ny.

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.