Cień pedofilii na życiu nawróconego syna nazisty
- 7 stycznia, 2011
- przeczytasz w 3 minuty
To była budująca historia. Syn szefa kancelarii NSDAP oraz sekretarza führera, chrześniak Adolfa Hitlera, wychowanek szkoły dla dzieci dostojników III Rzeszy po wojnie pod wpływem wieśniaków z Austrii, którzy przygarnęli go w czasie panicznej ucieczki przedaliantami, został katolikiem, później księdzem i misjonarzem w Afryce, a już po laicyzacji działał w grupie “Dzieci oprawców — dzieci ofiar” oraz pisał książki mające być przestrogą na przyszłość. Mowa o obecnie osiemdziesięcioletnim Martinie Bormannie juniorze. […]
To była budująca historia. Syn szefa kancelarii NSDAP oraz sekretarza führera, chrześniak Adolfa Hitlera, wychowanek szkoły dla dzieci dostojników III Rzeszy po wojnie pod wpływem wieśniaków z Austrii, którzy przygarnęli go w czasie panicznej ucieczki przedaliantami, został katolikiem, później księdzem i misjonarzem w Afryce, a już po laicyzacji działał w grupie “Dzieci oprawców — dzieci ofiar” oraz pisał książki mające być przestrogą na przyszłość.
Mowa o obecnie osiemdziesięcioletnim Martinie Bormannie juniorze. Książka Życie na przekór cieniom będąca swoistą autobiografią i rozliczeniem z przeszłością rodziny została wydana w 2006 roku w Polsce przez Wydawnictwo Księży Marianów. Bormann syn opisuje w niej między innymi swoje dzieciństwo i młodość oraz późniejsze losy. Etap w którym po przyjęciu święceń w 1958 roku a przed wysłaniem go na misje do Konga co nastąpiło 13 maja 1961 roku autor kwituje zaledwie kilkoma zdaniami.
W sierpniu 1960 roku młody ksiądz został skierowany do diecezji Gurk-Klagenfurt oraz został nauczycielem religii w dwóch podstawowych szkołach. Według jego słów: “był to bardzo kształcący czas wypełniony przyjacielskimi kontaktami międzyludzkimi”. Niestety, cieniem na tych słowach kładzie się ostatnio ujawnione oskarżenie ze strony wychowanka szkoły Serca Jezusa w Salzburgu (której wychowankiem był również wcześniej i sam Bormann syn) o to, że Bormann dokonał na nim brutalnego gwałtu. Ofiara miała wtedy 12 lat, a Bormann 30. Trzej inni byli uczniowie szkoły twierdzą, że byli przez Bormanna brutalnie bici.
Martin Bormann junior nie jest już księdzem katolickim — chociaż nadal osobą wierzącą i już po swoim zeświecczeniu uczył nauki religii w szkołach w Niemczech. Wystąpił ze zgromadzenia Misjonarzy Serca Jezusowego na początku lat 70-tych po tym kiedy uległ poważnemu wypadkowi samochodowemu. Jak sam napisał w biografii — nie chciał być zawadą dla swoich współbraci z powodu stanu zdrowia a dostał możliwość zarobkowania przez pisanie książek. Po uzyskaniu tzw. indultu sekularyzacyjnego 8 listopada 1971 roku ożenił się z byłą misjonarką. Ślubu udzielił zaprzyjaźniony biskup z Holandii.
Jeżeli jednak oskarżenia się potwierdzą trudno nie zadawać sobie pytania o to, że Kościół rzymskokatolicki dosyć lekkomyślnie dobierał ludzi do pracy z dziećmi. Przeszłość syna Bormanna według dzisiejszych standardów bez przejścia odpowiedniej terapii była obciążająca dla jego psychiki i nie predestynowała go do pracy z dziećmi. Sam był ofiarą przemocy, w związku z czym czyn którego miałby się dopuścić jest w pewien sposób konsekwencją jego przeszłości.
Z opisanych losów Bormanna wynika jednak, że obdarzony był przez Kościół zaufaniem nie mającym wiele wspólnego z ostrożnością. Oczywiście nie należy obarczać dzieci winami ich rodziców ale muszę przyznać, że gdy przeczytałam (nie znając oskarżeń, które ujawniono w tym roku) autobiografię Bormanna i pochodząc z narodu, który bardzo ucierpiał w czasie II wojny światowej poczułam irytację tą solidarnością i troską jaką Kościół katolicki w Austrii i Niemczech (konkretni księża) okazywali rodzinom prominentów III Rzeszy. Cóż, może to zabrzmieć jak irytacja brata syna marnotrawnego ale przeczytanie relacji o tym, jak to Martin Bormann junior (wtedy 20-letni) i jego dwie młodsze siostry zostali w Poniedziałek Wielkanocny 1950 roku przyjęci na “audiencji specjalnej” przez papieża Piusa XII, który to był dobrze poinformowany o powojennych losach rodziny Bormannów, wypytywał jak się im wiedzie oraz udzielił błogosławieństwa kazało mi się zastanowić, czy papież był równie dobrze poinformowany o losach polskich katolickich rodzin, których rodzice zginęli w czasie wojny.