Dylematy z Obiektywną Prawdą
- 17 października, 2007
- przeczytasz w 12 minut

Ekumenizm, dla niejednego chrześcijanina stwarza nielada problem, ponieważ narzuca on pytania: jak daleko można iść na kompromis z wyznawaną przez siebie prawdą religijną? Kto i do czyjej prawdy ma się skłonić? Gdzie znajduje się granica w prowadzeniu dialogu, nie zdradzając wyznawanej przez siebie prawdy?
Ekumenizm, dla niejednego chrześcijanina stwarza nielada problem, ponieważ narzuca on pytania: jak daleko można iść na kompromis z wyznawaną przez siebie prawdą religijną? Kto i do czyjej prawdy ma się skłonić? Gdzie znajduje się granica w prowadzeniu dialogu, nie zdradzając wyznawanej przez siebie prawdy?
W zasadzie głównym problemem w osiągnięciu sukcesu, w prowadzonym dialogu ekumenicznym, jest znalezienie odpowiedzi na te pytania, a mówiąc jeszcze ściślej: — Czy istnieje obiektywna prawda? A jeśli tak, to po której stronie sporu teologicznego, i w jakim kościele zasiada ona na swoim tronie?
Czy w dzisiejszym świecie, wypełnionym możliwościami zdobywania informacji, mamy możliwość odpowiedzieć sobie na te pytania? Jakkolwiek stoimy przed nielada dylematem, którego głównym twórcą jest współczesny “relatywizm”, głoszący; że obiektywna prawda nie istnieje — nie istnieje taka prawda, w którą nie da się zwątpić, i która pozwalałaby udzielać prawdziwych i słusznych odpowiedzi.
Dlatego młodzież idąca na studia, nie idzie uczyć się o prawdzie lub jej poszukiwać, ale dowiedzieć się, że prawda jest relatywna. Zróbmy doświadczenie i zapytajmy tych młodych ludzi — co to jest prawda? Zapewniam, ci wszyscy studiujący na wyższych uczelniach, z przekonaniem odpowiedzą, że prawda jest relatywna, i że coś takiego jak obiektywna prawda w ogóle nie istnieje. W wyniku takiej filozoficznej postawy konsekwentnie postępuje upadek wszelkich zasad. Gdyż pojęcie prawdy stało się mało znaczące, i niemalże wszystko sprowadzono do poziomu naiwnego relatywizmu. Natomiast przyjęto, że nasze wrażenia i wyobrażenia, są tylko wyodrębnionymi, wyróżnionymi lub uprzywilejowanymi subiektywnymi odczuciami na otaczającą nas rzeczywistość, ale w żadnym wypadku nie są i nie mogą być one obiektywną realnością otaczającego nas świata. Pomimo tego, ktoś pokusił się, aby odnaleźć definicję, i stwierdził:
- - Prawdą jest to wszystko, co koresponduje z realnością.
Jednak problemem tej hipotezy jest to, że nie wszyscy zgadzają się z tak postawioną sprawą i polemizują zadając następne pytanie:
- - Co to jest realność?
Aby dokładniej zrozumieć te zagadnienie, pozwolę sobie opisać pewien eksperyment, którego dokonano w jednym z uniwersytetów. Przeprowadzone tam badanie miało wykazać wiarygodność zeznań naocznych świadków, czyli usiłowało przetestować “obiektywną realność”.
Zaimprowizowano incydent; do sali wykładowej wypełnionej studentami, wszedł mężczyzna i przerywając wykład swoim gwałtownym wtargnięciem, zbliżył się do wykładowcy, następnie podniósł rękę zamierzając go uderzyć. Wykładowca cofnął się do tyłu unikając ciosu. Kilku studentów podbiegło i obezwładniło napastnika wyprowadzając go z sali wykładowej. Nauczyciel podszedł do zszokowanych zajściem studentów i zadał im pytanie:
- - Czy widzieliście dokładnie, co się tu wydarzyło, tak abyście mogli złożyć zeznania na policji, a później i przed sądem?
Pięciu studentów stwierdziło, że widzieli dokładnie całe zajście i są w stanie złożyć takie zeznania. Wykładowca przy asyście podstawionych policjantów przesłuchał tych pięciu ludzi, wszyscy oni stwierdzili, że ten człowiek wszedł do sali i uderzył nauczyciela. Po zakończonym przesłuchaniu pokazano im wideo nakręcone z ukrytej kamery podczas całego zajścia. Na ekranie wyraźnie było widać, że człowiek atakujący nie podszedł do wykładowcy bliżej niż na dwa metry. Rzeczywiście wymachiwał agresywnie rękami, lecz nie dotknął wykładowcy. Jednak naoczni świadkowie w tym momencie widzieli to, co nie było obiektywną prawdą, tych pięciu ludzi zeznawało fałszywie, a to co twierdzili, naprawdę się nie wydarzyło. Mówiąc o tym jeszcze inaczej — zeznania świadków nie korespondowały z realnością tego wydarzenia.
Na tym prostym przykładzie widzimy rozgrywający się kryzys teorii “korespondencji realności”. Zastanawiając się dalej nad tym zagadnieniem, “Co to jest obiektywna prawda” — musimy także zadać sobie bardzo ważne pytanie:
- - Czy “prawda” ma być widziana i rozważana z twojego punktu widzenia, czy z mojego?
Niestety, nie posiadamy tej samej perspektywy widzenia, chociaż patrzymy w tym samym kierunku, i tu znajduje się problem tej całej “teorii o korespondencji z realnością”.
- Dlatego głoszenie ewangelii we współczesnej rzeczywistości wymaga od nas nielada przygotowania, umiejętności dialogu i nieustannego odwoływania się do ludzkiej inteligencji. Czasy łatwowierności, przeminęły bezpowrotnie i prawdopodobnie już nigdy nie powrócą.
Ponieważ takie są dzisiejsze realia, gdy rozpatrujemy cokolwiek z chrześcijańskiego punktu widzenia, to “Teoria Korespondencji z Realnością”, musi być zmodyfikowana do fundamentalnego stwierdzenia:
Jako chrześcijanie, nie możemy szukać innych definicji, gdyż na tych fundamentach wznosi się budowla naszej nadziei, którą złożyliśmy w Chrystusie Jezusie.
Wychodząc z tego założenia, mogę z całą pewnością twierdzić, że w chrześcijaństwie “obiektywna realność” istnieje, są to zdarzenia z naszego życia, widziane z realnej Bożej perspektywy. W konsekwencji tego faktu, musimy być świadomi tego, że naszym przeznaczeniem, jest sprawiedliwy, obiektywny sąd Boży nad każdym człowiekiem. To jest także ta przerażająca prawda dotycząca wszystkich żyjących na tej planecie ludzi.
Możemy robić wszystko, co jest w naszej ludzkiej mocy, aby podwyższać nasze standardy dobra i moralności, ale Słowo Boże jednoznacznie, prawdziwie i obiektywnie stwierdza:
- “a wszystkie nasze dobre czyny jak skrwawiona szmata.”(Iza.65:5a)
Gdy staniemy przed Wszechmocnym Bogiem nie będzie niczego, co moglibyśmy uczynić, aby zaprezentować się przed nim w lepszym świetle, tam będzie tylko i wyłącznie królowała obiektywna realność, z Bożej perspektywy patrzenia. Niczym nie powstrzymamy przeglądu i analizy naszych motywów działania, Bóg widzi niczym nie zakrytą całą naszą przeszłość, i zna całą “obiektywną prawdę” na nasz temat — czy nie jest to wystarczająco przerażające?!
Po wielu latach pobytu za granicą, odwiedziłem Polskę i spotkałem się z moim serdecznym przyjacielem z lat dzieciństwa i młodości. Byliśmy kiedyś niemal jak bracia, złączeni wspólnymi marzeniami, ambicjami, a także i buntowniczymi ateistycznymi poglądami na otaczającą nas rzeczywistość. Ja na swojej emigracyjnej drodze spotkałem Jezusa i nawróciłem się, mój przyjaciel pozostał przy naszym starym wspólnym światopoglądzie. Gdy spotkaliśmy się, próbowałem mu zaświadczyć, i w jakiś sposób określać prawdę o Chrystusie, w którego uwierzyłem. Ale on był uparty i obstawał przy swoim, w końcu mocno poirytowany powiedział do mnie:
- - Ja nie wierzę i nie chcę wierzyć, w to, że Bóg istnieje! Ta cała idea o Bogu nie posiada dla mnie żadnego znaczenia. Kiedy mówisz mi o Bogu, to nie odczuwam żadnych emocji, ja nawet nie myślę o Bogu, nie chodzę do kościoła, nie modlę się, nie czytam Biblii, nie robię żadnych religijnych rzeczy! Dla mnie, nie ma czegoś takiego jak Bóg! Ale jeżeli ty w to wszystko wierzysz, i masz w tym radość, że chodzisz do kościoła, modlisz się, śpiewasz hymny, i to wszystko ma ogromny wpływ na twoje osobiste jak i rodzinne życie, to dla ciebie Bóg jest prawdziwy. Ale dla mnie, On po prostu nie istnieje. To wszystko co mówisz, próbując mnie przekonać, w moim odczuciu jest relatywne. Jeśli w twoim życiu ta cała idea Boga jest praktyczna, to dla ciebie Bóg jest prawdą. Ale dla mnie, to nie posiada większego znaczenia. Dlatego w mo
im przypadku idea Boga, którego mi głosisz nie jest prawdą.
Odpowiedziałem mu, wstrząśnięty i poirytowany tą odpowiedzią:
- - Posłuchaj mnie uważnie! Ja nie mówię tobie, o jakimś psychologicznym procesie robiącym mnie przyjemność, a tobie dyskomfort. Ja mówię o Bogu bardzo obiektywnie, mówię o Bogu, który egzystuje nawet wtedy, gdy my w Niego wierzymy lub nie wierzymy. Mówię tobie o rzeczywistości, i wcale mi nie zależy, aby zrobić na tobie dobre wrażenie. Pragnę jedynie objawić ci “obiektywną prawdę”, że Bóg jest, ponieważ Bóg nie może być albo nie być. Mówię ci o Bogu, który istnieje, i cała twoja niewiara lub brak zainteresowania Jego osobą, nie posiadają takiej mocy, aby Go usunąć lub zniszczyć. Mówię ci “realną obiektywną prawdę”. Być może wyda ci się to, co stwierdzę nieco dziwne. Ale jeśli nawet dziewięćdziesiąt ileś tam procent ludzi na świecie opowie się za tym, że prawda jest relatywna, to czy podjeżdżając do skrzyżowania ulic będziesz miał odwagą twierdzić, że palące się przed tobą czerwone światło jest relatywną prawdą? Nie! Z całą pewnością stwierdzisz, że w to nie wierzysz. Albo jeśli chcesz mieć kłopoty z prawem, to możesz upierać się przy tym, że czerwone światło na skrzyżowaniu jest relatywną prawdą, jednak niczego to nie zmieni w realiach przepisów drogowych. Ponieważ gdy dojedziesz na skrzyżowanie ulic musisz respektować “obiektywną prawdę” ustalonych rozporządzeń. Świętość i prawdziwość Boga, jest taką samą realnością, i z tego właśnie powodu jako grzeszna ludzkość znajdujemy się w wielkim kłopocie, gdyż jest to także “obiektywną prawdą”, że na tej planecie, nie ma ani jednego człowieka, który byłby perfekcyjnie sprawiedliwy, i obiektywny z Bożej perspektywy patrzenia.
W tym miejscu pragnę przytoczyć pewną bardzo interesującą dyskusję na temat “prawdy”, która odbyła się na sali sądowej, gdzie pytanie o prawdę miało takie samo znaczenie, jakie ma ono w dniu dzisiejszym.
Pewien nauczyciel żydowski został postawiony przed sądem rzymskiego namiestnika. Rabin ten nauczał pewnego konceptu prawdy, którego niektórzy wysoko postawieni ludzie bardzo nie lubili. Oskarżono więc tego Rabina, że nauka, którą głosi jest destruktywna nie tylko dla narodu żydowskiego, ale i dla cesarstwa Rzymskiego. Z tego powodu zaaresztowano Rabina i postawiono go przed sądem. Dramatyczny reportaż z przebiegu tej rozprawy możemy przeczytać w wiarygodnym dokumencie Ewangelii. św. Jana 18:33
“Wtedy powtórnie wszedł Piłat do pretorium, a przywoławszy Jezusa rzekł do Niego:
- - Czy Ty jesteś Królem Żydowskim?”
Inaczej mówiąc, Piłat stwierdza:
- - Mam takie odczucie, że oskarżenie, które złożono przeciw tobie, jak i ten cały wykrzykujący tłum chce powiedzieć, że głosisz jakbyś był kimś w rodzaju króla. Chyba zdajesz sobie z tego sprawę, co takie oskarżenie może dla ciebie znaczyć. My Rzymianie okupując jakiś teren nie mamy zwyczaju tolerować kogokolwiek, kto obwołuje się królem poza Cezarem.
A więc Piłat stawia jednoznaczne pytanie:
- - Czy ty jesteś Królem Żydowskim?
Ponieważ Jezus jest żydem, prokurator zdaje sobie z tego sprawę, że odpowie on pytaniem na pytanie:
- - Czy to mówisz od siebie, czy też inni powiedzieli ci o Mnie? — zapytał oskarżony. — Na to Piłat odpowiedział — Czy ja jestem Żydem? Naród Twój i arcykapłani wydali mi Ciebie. Coś uczynił?
Jezus zignorował jednak to pytanie i powrócił do oryginalnego zapytania o Jego królestwo.
- - Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. Teraz zaś królestwo moje nie jest stąd.
Co za prowokacyjna wypowiedź, i to do kogoś kto jest namiestnikiem cesarstwa Rzymskiego. Trudno jest to sobie wyobrazić, aby więzień mógł w taki sposób mówić do potęgi Rzymu.
Oczywiście że Jezus nie powiedział tego w sposób arogancki. Ale to co on właśnie oznajmił, było najprawdziwszą obiektywną prawdą:
- - Królestwo moje nie jest z tego świata.
Inaczej mówiąc, powiedział on do tego wyniosłego prokuratora, o realności widzianej w pełnym wymiarze z Bożej perfekcyjnej perspektywy:
- - Piłacie, bądź ostrożny, moje królestwo to nie takie same jak inne zwykłe królestwa, moje królestwo nie jest włączone w żadne polityczne lub militarne spekulacje, dlatego nie sposób je porównać z innymi królestwami, bo gdyby tak było to z ciebie i twego całego cesarstwa pozostałaby w tej chwili tylko historia.
Zatem Piłat słysząc te wyznanie powiedział do Niego:
- - A więc jesteś królem?
Jezus potwierdził tę prawdę o sobie:
- - Tak, jestem królem.
Czy naprawdę zdajemy sobie z tego sprawę, co Jezus w tym momencie powiedział? On oznajmił, na tej toczącej się o Jego życie rozprawie sądowej, że jest Królem królestwa, które jest poza naszą ludzką realnością. Ten człowiek jest kimś ostatnim, który mógłby skłamać. To jest właśnie ta największa prawda w historii ludzkości, to jest realny fundament wiary chrześcijańskiej — objawienie tego, że Jezus Chrystus jest Królem.
Dlatego spory o to, który kościół ma monopol na “prawdę”, a który jej nie posiada, są jałowe i bezsensowne. Na nic są postanowienia soborów, czy dekrety papieskie, jeśli Jezus nie jest Królem ludzkich serc, a ludzie nie chcą wierzyć, że On, Jezus Chrystus, jest Królem całego wszechświata!
- To jest właśnie ta obiektywna prawda, która wypełnia moje życie, to jest to, co powinno wypełniać życie każdego człowieka na tej planecie.
Jezus także powiedział inną obiektywną prawdę:
- - Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie.
To wyznanie Jezusa jest wprost niewiarygodne. Ale zwróćmy jeszcze uwagę na następne Jego wyznanie:
- - Każdy, kto jest z prawdy, słucha mojego głosu.
Dlatego jeśli nie wierzymy w Jezusa i nie podążamy za Nim, to według Jego własnych słów, nie posiadamy prawdy.
Być może ktoś stwierdzi, że nie wierzy w historyczną egzystencję Jezusa, albo, że to Jezus jest tą “obiektywną prawdą”. Bądźmy jednak ostrożni z takimi twierdzeniami, gdyż zbyt wiele jest dowodów historycznych po stronie Jezusa, więcej niż za niejednym znanym nam śmiertelnikiem żyjącym na tej planecie. Dlatego bądźmy ostrożni nazywając Go kłamcą, ponieważ gdy On będzie sądził, to z pewnością sprawiedliwie, obiektywnie i z realnej Bożej perspektywy. I nie zapominajmy, że to On dał świadectwo “PRAWDZIE”.
Gdy jego uczniowie byli zmartwieni tym, czy znajdą drogę do poznania prawdy, Jezus im odpowiedział:
- - Ja jestem drogą, i prawdą i życiem.
Ludzie często mówią do mnie:
- - Ja tam nie wierzę w te bajki o Jezusie, oczywiście wierzę w to, że był On wspaniałym nauczycielem, a być może i jakimś tam prorokiem. Mam dla Niego szacunek i respekt, ale nie to, że On jest Bogiem.
Jakże możemy wierzyć w to, że Jezus był wspaniałym nauczycielem, i chwalić Jego naukę, jeśli nie wierzymy w Jego centralne nauczanie, że to właśnie On jest tym, który naucza obiektywnej prawdy. Żaden człowiek na świecie nie jest w stanie powiedzieć o sobie samym, że jest obiektywną prawdą, ale Jezus Chrystus właśnie to powiedział.
Pragnąc zakończyć ten temat przetoczę rozmowę, jaką miałem z pewnym człowiekiem, który powiedział do mnie:
- - Pastorze, pragnę zostać chrześcijaninem, ale najpierw chcę zadać kilka szczerych pytań. — Odparłem — Ależ oczywiście, proszę pytaj.
Człowiek zadał mi pytanie, ja mu na nie odpowiedziałem, zapytałem go także, czy jest moją odpowiedzią usatysfakcjonowany, stwierdził, że tak.
- Ale mam następne pytanie — powiedział.
Zadał mi więc następne, i także stwierdził, że jest usatysfakcjonowany moją odpowiedz
ią. I tak następne pytanie, i następne — sto pytań. W końcu trochę poirytowany i zmęczony powiedziałem do niego:
- - Stop, będę odpowiadał na twoje pytania, ale powiedz mi gdzie znajduje się sens twoich pytań? To, co ja widzę, to ty próbujesz tylko uciec od uznania Boga w twoim życiu.
Właśnie w taki sposób wielu ludzi postępuje zadając pytania, i prowadząc spory w tak zwanym dialogu ekumenicznym, pytania te i utarczki mogą się ciągnąć w nieskończoność, ponieważ w rzeczywistości nie chodzi niektórym o to, aby odnaleźć i uznać szczerą “obiektywną prawdę”, o której mówi sam Jezus Chrystus:
Wierzysz w to!?
Pastor Lech Foremski