Na progu Eurolandu
- 12 maja, 2004
- przeczytasz w 7 minut
Wzwiązku ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, Alians Ewangeliczny w RP zaprezentował swoje stanowisko na ten temat, wartykule Naczelnego Prezbitera Kościoła Zborów Chrystusowych, Pastora Andrzeja Bajeńskiego, który poniżej publikujemy. Dzień 1‑go maja ma szansę zrobić znacznie lepszą karierę niż dotychczasowe “święto pracy”. Data 1 maja 2004 roku bez względu na to, co przyniesie przyszłość, przejdzie do historii naszego kraju i kontynentu. Polska oraz dziewięć krajów dawnego […]
Wzwiązku ze wstąpieniem Polski do Unii Europejskiej, Alians Ewangeliczny w RP zaprezentował swoje stanowisko na ten temat, wartykule Naczelnego Prezbitera Kościoła Zborów Chrystusowych, Pastora Andrzeja Bajeńskiego, który poniżej publikujemy.
Dzień 1‑go maja ma szansę zrobić znacznie lepszą karierę niż dotychczasowe “święto pracy”. Data 1 maja 2004 roku bez względu na to, co przyniesie przyszłość, przejdzie do historii naszego kraju i kontynentu. Polska oraz dziewięć krajów dawnego “bloku wschodniego” staje się częścią Unii Europejskiej, wielkiej wspólnoty narodów Europy. To wielka chwila oraz wielkie wyzwanie i dla nas i dla Unii.
Na progu
Stojąc na progu “naszego wejścia do Unii” pozwoliłem sobie na kilka okolicznościowych refleksji. W żaden sposób nie pretendują one do miana kanoniczności, ale może przydadzą się komuś.
UE dzięki przystąpieniu Polski staje się znacznie większa i jeszcze bardziej zróżnicowana. Nasze przyłączenie obniża w UE średni dochód na jednego mieszkańca i odczuwalnie pogarsza stan jej dróg. Za to UE zyskuje chłonny rynek zbytu, no i znacząco rośnie jej krzywa religijności.
Dla Polski to przede wszystkim szansa na przypływ funduszy strukturalnych oraz możliwość przytulenia się do cywilizacji “Zachodu”. Dla Polaków to również wyzwanie do nauki życia we wspólnocie znacznie bardziej zróżnicowanej pod względem kulturowym, językowym, religijnym i narodowościowym.
“Stara” i “młoda” Europa
Cywilizacyjne i gospodarcze dysproporcje pomiędzy “starą” (zachodnią) i “młodą” (centralną) Europą są znaczące. “Stara” Europa jest trochę jak wystrojona, dystyngowana, bogata, starsza dama. “Młoda” przypomina bardziej przaśną dziewuchę. Jest bardziej spracowana, gorzej ubrana, nie zna tylu języków i przyzwyczajona jest do większego bałaganu w obejściu. Ale, co ważne, bardzo szybko się uczy.
Nasze przyłączenie do Unii Europejskiej można przyrównać do zaślubin przaśnego Słowianina ze starszą damą dworu. Widać “gołym okiem”, że nie jest to raczej małżeństwo z miłości, lecz z jakiegoś wyrachowania. Obie strony przeliczyły wszystko, co się przeliczyć dało i wyrachowały sobie, że im się taki związek opłaci.
Polacy patrząc na “wiekową damę” widzą głównie jej materialną zasobność i tego przede wszystkim pożądają. A trzeba przyznać, że niewiele jest w świecie dam tak zasobnych jak Europa. Europa zaś, patrząc na Polskę widzi szansę urządzenia kolejnego kawałka świata po swojemu. Wie też dobrze, jak bardzo pomocne jej samej mogą być chłonne rynki zbytu i nowe ręce do pracy.
Na ten związek jesteśmy po prostu skazani.
Powabna Ameryka
Nic nie pomogą sympatie i tęskne zerkanie w kierunku młodszej o całe wieki Ameryki. Wielu Polakom “amerykańska piękność” bardziej odpowiada niż Europa. Pani Ameryka kocha wolność i jest nam bardzo przyjazna, a w dodatku nie jest taka “sztywna” i dystyngowana. Ponadto znana jest z dobrego i hojnego serca oraz z lojalności. Co ważne, można na nią liczyć w chwilach zagrożenia. Na interesach zna się jak mało kto, a silna jest “za dziesięciu”. Problem polega na tym, że Ameryka jest aż za oceanem i nie bardzo chce się z kimkolwiek żenić.
“Stara” Europa zna uczucia Polaków i wie, że nie będzie przez nas kochana tak, jak “młodziutka” Ameryka. Ale co ma zrobić? Może co najwyżej postraszyć lub urządzić czasem scenę zazdrości. Kto wie, może kiedyś i w tym związku zrodzi się miłość???
“Samo” czy “współ”
Wchodząc do wspólnoty krajów europejskich musimy nauczyć się kilku rzeczy. Jednym z trudniejszych zadań będzie nauka zastępowania cieszącą się w narodzie coraz większą popularnością skłonność do “samoobrony” na myślenie “wspólnotowe”. Przejście od prymitywnej filozofii “samo” do myślenia w kategoriach “współ” nigdy nie było łatwe.
Nauczyć się współ-istnienia, współ-decydowania, współ-odpowiedzialności, współ-zamieszkiwania, współ-oddziaływania, współ-pracy, czy współ-zależności to niełatwa, ale bardzo opłacalna w życiu sztuka. Wie o tym każdy dojrzały członek każdej wspólnoty, czy to małżeńskiej, kościelnej, mieszkaniowej, wspólnoty krajowej czy międzynarodowej.
Postawy i działania samo-obronne, samo-zaspokajające, samo-wolne, samo-wystarczalne, samo-zadowolenia, to bardziej instynktowne odruchy niż przejawy uformowanej ludzkiej duchowości. One zdają się być czymś naturalnym i powszechnym, ale ostatecznie prowadzą w niebezpieczną stronę samo-destrukcji, a niepowstrzymane nawet do samo-zagłady.
Jak przejście z “epoki socjalizmu” do czasów “solidarności” było w historii naszego narodu niewątpliwym postępem i osiągnięciem, tak zastąpienie prostego “etosu solidarności” prymitywnym instynktem “samoobrony” jest przykrym i niebezpiecznym uwstecznieniem.
Współzależność
W życiu wspólnotowym nie wolno zapominać o współzależności wszystkich członków. Współzależność stanowi wyższy stopień zorganizowania jednostek niezależnych. Rozwój człowieka jako jednostki przebiega od całkowitej zależności, gdy człowiek na świat przychodzi, poprzez zdobywanie niezależności w procesie dorastania, aż po budowanie współzależności, gdy osobnik dorosły dojrzewa do tworzenia rzeczy większych niż sam może i potrafi.
Niezależność jest cenna i konieczna, ale to nie może być szczyt ludzkich marzeń. Tylko jednostki niezależne mogą tworzyć układy zdrowej współzależności. Jednostki niezależne potrafiące budować współzależność tworzą silne i wpływowe wspólnoty. Dobrze jest pamiętać, że stopniem wyższym od nie-zależności jest współ-zależność.
Bez rezygnacji z pewnej części niezależności na rzecz współzależności
a.. w biznesie — firmy nie osiągną wielkich rezultatów b.. w życiu rodzinnym — nie będzie szczęśliwych małżeństw i spełnionych rodzin c.. w życiu kościoła — nie będzie zwartych i wpływowych wspólnot kościelnych d.. a w życiu społeczeństw — nie będzie ani spokoju, ani rozwoju, ani dobrobytu.
Unijna współzależność
Przystąpienie do Unii Europejskiej daje nam przywileje i rodzi zobowiązania. Jednym z nich jest budowanie zdrowej współzależności z pozostałymi narodami Eurolandu. Pomocną zasadą budowania mądrego i zrównoważonego życia wspólnotowego jest zaadoptowana przez naszą wspólnotę kościelna, stara łacińska maksyma:“In necasaris unitas. In dubis libertas. In omnibus caritas.”
W rzeczach niezbędnych — jedność, kwestiach wątpliwych — wolność, we wszystkim — miłość. O, gdyby według takiej zasady dało się układać sprawy w Unii Europejskiej…
Nie wszystko musi się nam w Unii podobać, ale skoro “z woli narodu” jesteśmy w tym związku musimy pamiętać, że nasze powodzenie zależy teraz od ? powodzenia całej wspólnoty.
Jeśli nawet ktoś czuje się do Europy “uprowadzony”, to niechaj pamięta na słowa, jakie do uprowadzonych do niewoli babilońskiej Żydów wypowiedział Bóg ustami proroka Jeremiasza:
“A starajcie się o pomyślność miasta, do którego skazałem was na wygnanie i módlcie się za nie do Pana, bo od jego pomyślności zależy wasza pomyślność!” /Jeremiasza 29:7/
Teraz bardziej niż kiedykolwiek od pomyślności Niemców, Anglików, Włochów i Czechów i Litwinów zależeć będzie pomyślność Polaków.
Sianie i zbieranie
Człowiek zbiera to, co sieje. Ta prawda ma zastosowanie nie tylko na roli i w og
rodzie. Ona ma zastosowanie również w życiu duchowym i wspólnotowym. Nie można siać pszenicy, a spodziewać się, że wyrośnie kapusta. Z takich nasion jak: animozje, żale, myślenie roszczeniowe, pretensje, kombinowanie, przechytrzanie, zachłanność, zagarnianie do siebie, uchylanie się, bierność, obojętność, zawiść, rozpusta, itp. — nic dobrego wyrosnąć nie może.
Natomiast z tak sprawdzonych nasion jak: pobożność, praworządność, solidarność, solidność, przedsiębiorczość, wolności, radość, pokój, szacunek, prawda, wytrwałość, dobroć — wyrastają zdrowe i silne społeczeństwa.
Od nas samych, od naszego postępowania dzisiaj zależy, co będziemy żąć na unijnych polach za lat kilka. Lubię tę zasadę, gdyż przypomina mi o tym, że oto dana mi została szansa decydowania o tym, co będę zbierał w bliższej i dalszej przyszłości.
Laicyzacja i religijność
Unia Europejska to teren starcia pomiędzy laickim i religijnym modelem życia. “Stara” Europa znacznie bardziej się zlaicyzowana niż np. przeżywająca swoisty renesans religijności Polska. Tradycyjna religijność Europy (i ta katolicka i protestancka) ma w sobie za mało pierwiastka Bożego, aby oprzeć się wszechogarniającej laicyzacji.
Obserwując trendy dotyczące religijności w społeczeństwach krajów Unii Europejskiej można sobie zadawać pytania: Ile czasu potrzeba będzie do zlaicyzowania społeczeństwa Polskiego? Czy Islamowi uda się zawładnąć społeczeństwami zlaicyzowanej Europy?
Nie ma wątpliwości, że czeka nas w UE wiele miłych chwil i trudnych doświadczeń. Trzeba będzie się wiele nauczyć. Dla ludzi Chrystusa nie ma to większego znaczenia, czy żyją w zlaicyzowanej Francji, czy w religijnej Polsce. Czy są bogaci, czy też muszą się liczyć z każdym wydatkiem. Najważniejszym było, jest i pozostaje dochowanie wierności Chrystusowi. Tego Chrześcijańska Społeczność zamierza się trzymać i to propagować w Eurolandzie. I oby takich Chrześcijańskich Społeczności było tutaj jak najwięcej. “Tak nam dopomóż Bóg”.