Aborcja na Kubie — dobry interes
- 2 lutego, 2005
- przeczytasz w 3 minuty
Pani doktor Hilda Molina jest znaną kubańską lekarką i naukowcem. W chwili obecnej jej osoba jest związana z dyskusją, w kwestii decyzji podjętej przez rząd kubański, aby nie pozwolić jej na wyjazd z Kuby w celu odwiedzenia przez nią rodziny mieszkającej w Argentynie. Tymczasem, według części zagranicznej prasy, przypuszcza się, żebrak zgody na opuszczenie wyspy Fidela Castro jest związana z lukratywnym i z samowolnym przedsięwzięciem rządu kubańskiego związanym z aborcją. Według […]
Pani doktor Hilda Molina jest znaną kubańską lekarką i naukowcem. W chwili obecnej jej osoba jest związana z dyskusją, w kwestii decyzji podjętej przez rząd kubański, aby nie pozwolić jej na wyjazd z Kuby w celu odwiedzenia przez nią rodziny mieszkającej w Argentynie. Tymczasem, według części zagranicznej prasy, przypuszcza się, żebrak zgody na opuszczenie wyspy Fidela Castro jest związana z lukratywnym i z samowolnym przedsięwzięciem rządu kubańskiego związanym z aborcją.
Według artykułu z „Nuevo Siglo On Line”, pani doktor Hilda Molina pracuje w Międzynarodowym Ośrodku Neurologicznej Odnowy (Centro Internacional de Restauración Neurológica – CIREN), instytucji, która podlega kubańskiemu rządowi, a która odkryła tzw. „czarną substancję płodową”, złożoną z komórek rdzeniowych i z neuronowych włókien ludzkich płodów. Substancja ta, aby mogła działać skutecznie, odnawiając włókna nerwowe osób dorosłych, powinna być przeszczepiona jeszcze z żyjących ludzkich płodów.
Liczne witryny internetowe, które należą do przeciwników komunistycznego rządu Kuby, rozpowszechniły wiadomość cytując dyrektora tej rządowej instytucji, doktora Juliána Alvareza, który w książce zatytułowanej „Rzemieślnicy życia” tłumaczy, że „aktualnie przeprowadza się 100 tysięcy aborcji rocznie. Dlatego CIREN posiada możliwość zdobywania z dosyć dużą łatwością płodowego włókna, aby użyć je w tego typu sposobach leczenia”. Według dziennika „Nuevo Siglo On Line” owych sto tysięcy aborcji komunistyczny rząd używa do kłamliwej statystyki mające zadziwić świat niską śmiertelności dzieci na Kubie.
W innej deklaracji doktor Alvares opowiada, że w zaplanowanym do przeprowadzenia neurotransplantacji dniu ekipa specjalistów z CIREN przemieszcza się do szpitala położniczego w Hawanie, gdzie każdego dnia przeprowadza się dziesiątki aborcji. Tam otrzymuje się włókno płodowe, „zawsze za zgodą matki, przewożąc je natychmiast i w wymaganych warunkach do naszej instytucji”. Tymczasem dziennik „Nuevo Siglo On Line” twierdzi, że to jest kłamstwo i w rzeczywistości kobiety nie mają nic do powiedzenia, a same aborcje przeprowadza się wyłącznie ze względu na natychmiastowe potrzeby CIREN. Nie ma tam mowy o wyrzutach sumienia, czy też roztrząsaniu problemu etycznego, a wysoki wskaźnik aborcji na Kubie jest właśnie wręcz potrzebny CIREN.
Artykuł z „Nuevo Siglo On Line” tłumaczy, że kubańskie przerwania ciąż, które codziennie dostarczają CIREN „czarnej substancji płodowej”, są dokonywane w sposób legalny i sponsorowane są przez rząd. Przecież w kraju, gdzie planowanie rodzinne miało być czymś wzorcowym, a kobiety miały mieć powszechny i łatwy dostęp do najróżniejszych antykoncepcyjnych środków i metod, taka liczba aborcji byłaby niepotrzebna i raczej niezrozumiała, a wręcz szkodliwa dla wizerunku tego „wyśmienitego” rządowego programu planowania rodzinnego. „Jednakże co uczyniłaby CIREN, która przynosi komunistycznemu rządowi tyle euro i dolarów, gdyby rzeczywiście liczba aborcji uległa zmniejszeniu?”, pyta internetowy dziennik. I zaraz żartuje, że pewnie musiałaby związać się z sektą realianów, aby sprowadzać „czarną substancję płodową” z innego świata.
Właśnie istnienie i sposób działania CIREN ma mieć związek z zabronieniem pani doktor Hildzie Molina na odwiedzenie jej rodziny w Argentynie. „Doktora Molina jest pracownikiem CIREN, a mówienie o CIREN na Kubie, to wskazywanie na własność strategiczną i na tajemnicę stanu. Cóż by się stało, gdyby pani doktor Molina będąc już poza wyspą, zdecydowała się zamieszkać ze swoim synem i ze swoimi wnukami w innym kraju? Jakie byłyby tego konsekwencje, gdyby tak zechciała spisać swoje wspomnienia, albo nawet wyjawić niektóre ze swoich tajemnic — pyta internetowy dziennik. Na koniec autor artykułu stwierdza, że „czego kubańska dyplomacja nie ma odwagi przyznać, gdyż byłoby jej trudno to wyrazić w dyplomatycznym języku, to fakt, że pani doktor Molina ze swoją wiedzą, ze swoimi wspomnieniami i tajemnicami należy do państwa, należy do ‘Rewolucji’, tak samo jak setki tysięcy innych Kubańczyków. Tak samo jak setki tysięcy Kubańczyków, którym nigdy nie dane było się narodzić”.