Kościół żywy — o luteranach, tożsamości, ekumenizmie i misji Kościoła rozmawiamy z ks. bp. Jerzym Samcem
- 12 listopada, 2012
- przeczytasz w 20 minut
O sytuacji Kościoła luterańskiego w Polsce, starych i nowych wyzwaniach, ordynacji kobiet i ewangelizacji, a także o tym, czy ordynariaty dla ewangelików to dobry przykład ekumenicznej współpracy rozmawiamy z ks. Jerzym Samcem, Biskupem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP. Księże Biskupie, ponad dwa lata temu, krótko po wprowadzeniu Księdza w urząd biskupa Kościoła, rozmawialiśmy o sytuacji w Kościele w kontekście Roku Młodzieży. W tym roku Kościół luterański przeżywa Rok Nowych Wyzwań. Przez ostatnie dwa lata […]
O sytuacji Kościoła luterańskiego w Polsce, starych i nowych wyzwaniach, ordynacji kobiet i ewangelizacji, a także o tym, czy ordynariaty dla ewangelików to dobry przykład ekumenicznej współpracy rozmawiamy z ks. Jerzym Samcem, Biskupem Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego w RP.
Księże Biskupie, ponad dwa lata temu, krótko po wprowadzeniu Księdza w urząd biskupa Kościoła, rozmawialiśmy o sytuacji w Kościele w kontekście Roku Młodzieży. W tym roku Kościół luterański przeżywa Rok Nowych Wyzwań. Przez ostatnie dwa lata odwiedził Ksiądz wszystkie diecezje, uczestnicząc we wszystkich synodach diecezjalnych, zwizytował Ksiądz wiele parafii, niektóre kilkakrotnie, i jeśli Ksiądz porówna swoje doświadczenie i przeżywanie Kościoła z początku kadencji z chwilą obecną, to czy może Ksiądz powiedzieć, że lepiej zna Kościół niż dwa lata temu?
Z pewnością Kościół znam zdecydowanie lepiej nie tylko dlatego, jak Pan powiedział, że wielokrotnie odwiedzałem wszystkie diecezje. Oceniam, że nie byłem jedynie w 20 parafiach – pozostałe zdążyłem poznać jeszcze przed objęciem urzędu albo już po jego objęciu. Parafie odwiedzam nie tylko wtedy, kiedy jestem zapraszany, ale także podczas okresu urlopowego, gdy jeżdżę z żoną po Polsce, mamy spis adresowy i czasami „zahaczamy” o parafie w pobliżu, co daje też możliwość innego zapoznania się z życiem parafii. Druga sfera poznawania Kościoła to obrady Konsystorza, najwyższej władzy wykonawczej w Kościele, a więc zarządu Kościoła. Pod obrady Konsystorza wpływają różne sprawy, dotyczące m.in. funkcjonowania parafii. Musimy zawsze bardzo dogłębnie poznać sytuację konkretnej parafii, aby podjąć właściwe decyzje. W większości wypadków opieramy się również na informacjach otrzymanych z diecezji. To umożliwia poznanie szerszego kontekstu, przez co lepiej widać perspektywiczną sytuację danej parafii, diecezji i całego Kościoła.Do tego dochodzi oczywiście aspekt synodalny na płaszczyźnie diecezjalnej – przed objęciem urzędu biskupa znałem jedynie synod diecezji katowickiej, w której pracowałem. Kolejna sfera poznawania Kościoła to są rozmowy z duchownymi. Oczywiście służąc w diecezji katowickiej miałem wielu kolegów z pozostałych pięciu diecezji, gdyż razem studiowaliśmy czy spotykaliśmy się przy okazji wydarzeń kościelnych. Natomiast teraz odbywam rozmowy ze wszystkimi duchownymi, którzy oczywiście chcą rozmawiać, o ich problemach i funkcjonowaniu parafii. Mają one inny charakter niż kiedyś. Oczywiście odbywają się też rozmowy z księżmi, z którymi ja chcę porozmawiać, w tym szczególnie z młodym pokoleniem duchownych lub kandydatami do ordynacji, ale również z księżmi, których czekają zmiany w ich życiu. I tak np. przed każdymi zmianami kadrowymi przeprowadzam długie rozmowy, również z proboszczami, pod okiem których mają pracować młodzi księża, odbywam również rozmowy z biskupami diecezjalnymi, więc spektrum różnych przestrzeni, w których poznaję Kościół, jest zdecydowanie większe.
Jakby Ksiądz Biskup określił stare wyzwania, które wciąż stoją przed Kościołem, a także te nowe, z którymi Kościół, nie tylko w Roku Nowych Wyzwań, musi się zmierzyć? Mam tu na myśli kontekst Kościoła uniwersalnego, a więc zbliżające się obchody 500-lecia Reformacji, ale również codzienną służbę Kościoła.
Kościół ma od samego początku wciąż te same zadania, jakie powierzył mu Pan Jezus, czyli przede wszystkim głoszenie Ewangelii wszystkim narodom. Drugim zadaniem, nierozłącznie związanym z pierwszym, jest diakonia, a więc służba miłosierdzia. To są te dwa główne aspekty działania Kościoła, ale oczywiście nie wszystkie, gdyż są jeszcze inne wynikające chociażby z wpływania przez Kościół na różne płaszczyzny życia społecznego, w tym na kulturę i edukację, co szczególnie podkreślała Reformacja. W parafiach, które odwiedzałem, charakterystyczne było to, że najpierw powstawały kościelne instytucje edukacyjne i dobroczynne, które nie zaniedbując zwiastowania Ewangelii, angażowały się w służbę na rzecz dobra wspólnego. Dopiero później budowane były kaplice i kościoły. Wszędzie tam, gdzie istniały parafie znajdowały się szkoły, ośrodki dobroczynne dla sierot i ubogich, a także inne instytucje. Jak to się ma do Roku Nowych Wyzwań? To wszystko, co realizowano w danej epoce, uwarunkowaniach kulturowych, należy zaszczepić w nowych okolicznościach, w kontekście nowych wyzwań.
W jaki sposób?
Chociażby poprzez nowe sposoby komunikacji, które umożliwia Internet, a także serwisy społecznościowe typu Facebook. Inne są sposoby kształcenia i inne oczekiwania ma również młodzież bardziej, jak mi się wydaje, przywiązana do przekazu obrazowego oraz uczona zdobywania wiedzy ukierunkowanej raczej pod kątem testu. Jakiś czas temu zostałem zaproszony na nabożeństwo konfirmacyjne, podczas którego wygłosiłem kazanie. Starałem się mówić do młodych ludzi właśnie w konwencji testu: zadawałem pytania po czym dawałem cztery różne odpowiedzi. Ku mojemu zaskoczeniu złapałem żywy kontakt z młodzieżą, która włączyła się w kazanie. Reagowali, głośno wskazując odpowiedź a, b, c czy d.
Tyle tylko, że wypełnianie testów nie spotyka się z entuzjastyczną – mówiąc delikatnie – oceną nauczycieli akademickich, którzy pracują później z młodzieżą nieprzyzwyczajoną do samodzielnego myślenia, ale zręcznie operującą wiedzą testową, nieraz bez wyobraźni i umiejętności kojarzenia faktów i myślenia przyczynowo skutkowego. Brakuje też narzędzi do wyrażania własnych poglądów i wątpliwości, a w przypadku Kościoła konsekwencje są jasne – młodzi przestają chodzić do kościoła.
Wcale nie twierdzę, że kształcenie pod kątem testów jest właściwe. Jako Kościół nie mamy zbyt wielkiego wpływu na system kształcenia w Polsce. Nasi nauczyciele i specjaliści od nauk pedagogicznych wypowiadają się na temat różnych form kształcenia, jednak żyjemy w takiej, a nie innej rzeczywistości, którą musimy uwzględnić najlepiej jak potrafimy.
Czy zatem Kościół nie powinien się przenieść przed kamerki internetowe i zwiastować Ewangelię w sieci, czyli tam, gdzie znajduje się potencjalnie najwięcej odbiorców Dobrej Nowiny i to nie tylko wśród młodzieży? Nowe wyzwania to również nowe metody. Jak możemy się z nimi zmierzyć? Czy możemy się czegoś nauczyć od innych – Kościół rzymskokatolicki obchodzi Rok Wiary, chcąc dotrzeć nie tylko do swoich, ale i do zdystansowanych i poszukujących. Jak Kościół luterański widzi swoją misję w tych nowych i trudnych uwarunkowaniach?
W niektórych miejscach już tak jest – kilkanaście parafii umożliwiło uczestniczenie w nabożeństwach poprzez transmisję internetową. W jednej z parafii, która w swoim kościele może pomieścić maksimum 250 osób, co niedzielę uczestniczy w transmisji ok. 600 włączonych komputerów. To ogromne wyzwanie, aby niezmienną treść realizować poprzez nowe zdobycze techniki. Jeśli mówimy o młodzieży, to myślę, że należy stosować stare sposoby działania. Jednym z nich jest sport. Udało nam się wznowić letnie olimpiady młodzieży – w zeszłym roku było 300 uczestników, ale może uda nam się tę liczbę zwiększyć. Kiedyś w takim wydarzeniu uczestniczyło ok. tysiąca osób. Także, kiedy mówimy o Ogólnopolskich Zjazdach Młodzieży Ewangelickiej, to muszą one wyglądać inaczej niż jeszcze
kilkanaście lat temu. Kiedyś wystarczyła gitara, kilka nowych pieśni – młodzi przyjeżdżali, aby się poznawać i ze sobą po prostu być. Teraz organizatorzy muszą myśleć o koncertach i innych, nowych formach aktywizujących, gdyż w przeciwnym razie młodzi nie będą przyjeżdżać, mając alternatywne sposoby spędzania wolnego czasu. Nie ma złotych i uniwersalnych rozwiązań. Duszpasterze poszukują nowych sposobów dotarcia, które mają szanse powodzenia. To również zadanie dla całego Kościoła. To samo dotyczy diakonii, której cele również pozostają niezmienne, ale musi poszukiwać nowych narzędzi działania w związku ze zmieniającą się rzeczywistością społeczną, czy polityczną w skali europejskiej, ogólnopaństwowej i samorządowej.
W niektórych polskich miastach pojawiły się billboardy z napisem „Nie zabijam, nie kradnę, nie wierzę”. Jak Kościół ewangelicko-augsburski może zwrócić się do ludzi, którzy nie tylko nie chcą poszukiwać odpowiedzi na wyzwanie wiary, ale demonstracyjnie się od niej odcinają? Co Ksiądz jako biskup i duszpasterz chciałby powiedzieć organizatorom i zwolennikom tej akcji?
Rozszerzyłbym to hasło: nie zabijam, nie kradnę, nie cudzołożę, nie składam fałszywego świadectwa… wierzę. Myślę, że nieprzypadkowo wybrano akurat te przykazania pomijając te wcześniejsze i następne. Pan Jezus mówił, że chrześcijanie będą w mniejszości. Musimy być świadomi tego, że Kościół – niejako powracając do pierwotnych czasów –nie będzie już dominował, będzie prześladowany, wystawiany na próbę.
W polskich mediach nie brakuje opinii, sugerujących, że chrześcijanie są prześladowani, a nawet jeśli nie to są systematycznie obrażani, czego nie czyni się wobec przedstawicieli innych religii – np. wobec muzułmanów. Czy ma Ksiądz Biskup poczucie, że Kościoły znajdują się pod ostrzałem?
Myślę, że w tym pytaniu zawarł pan dwie kwestie, które do siebie nie przystają. Jeśli pojawia się pytanie, czy Kościoły w Polsce są prześladowane, to uważam, że nie. Jednak czy są obrażane? Czasami tak. Słynne wystąpienie Pussy Riot w moskiewskiej cerkwi to pokazuje. Nie mam nic przeciwko demonstrowaniu poglądów politycznych, jednak nie podoba mi się sytuacja, gdy ktoś bez pytania wchodzi do kościoła lub innych świątyń, a także świeckich pomieszczeń różnych instytucji bez wyraźnej zgody właściciela. Na pewno obraziłoby moje uczucia religijne, gdyby ktoś wdarł się np. do kościoła Świętej Trójcy w Warszawie i zaczął nawoływać do usunięcia prezydenta czy premiera. Poglądy nie odgrywają tutaj roli. O wiele ważniejsze jest to, że dochodzi do wtargnięcia na miejsce uświęcone dla chrześcijan, a które dla innych jest tylko platformą protestu. Jeśli natomiast mówimy o odpowiedzialności karnej, jak w przypadku Pussy Riot, to z pewnością nie opowiadałbym się za aż tak surową karą. Nazywałbym jednak rzecz po imieniu – jest to obrażanie uczuć religijnych.
Wracając jednak do pytania: jak dotrzeć do tych, którzy nie zabijają, nie kradną i nie wierzą?
Największym błędem chrześcijan jest próba obrony Pana Boga. Albo Pan Bóg istnieje albo nie. Jeżeli istnieje, a my jako chrześcijanie w to wierzymy, to nie trzeba bronić Boga – nie uważam, aby Bóg tego od nas wymagał. Naszym zadaniem jest jednak składanie świadectwa o tym, że On jest, że Chrystus jest dla nas ważny. Każdy ponosi odpowiedzialność za sprawowanie swojego zbawienia. Musimy pamiętać, że to Duch Święty jest Tym, który rozbudza i podtrzymuje wiarę, co ukazuje nam Ewangelia wg św. Jana. Innym zagadnieniem jest to, jak my wychodzimy do ludzi z Ewangelią. Chrystus powiedział, że nie przychodzi do sprawiedliwych – jeśli ktoś się czuł sprawiedliwy i nie chciał przyjąć przesłania Chrystusa, to On się nikomu nie narzucał. Jednak w sytuacji, kiedy ktoś zaczyna rozumieć to, że potrzebuje ratunku, to zadaniem Kościołów jest reagowanie na potrzeby ludzi, znajdujących się w kryzysie, potrzebujących pomocy. Myślę, że ważne jest rozbudowywanie duszpasterstwa w wielu jego formach, aby dotrzeć do jak największej liczby tych, którzy tej pomocy potrzebują. Niedawno otrzymałem informację z Niemiec, kraju zdecydowanie bardziej zeświecczonego niż Polska, że coraz większą popularnością cieszą się chrześcijańskie telefony zaufania. Odwiedziłem ewangelickie biura pomocy, działające 24 h na dobę, w których pracownicy gotowi są o każdej porze dnia i nocy do przeprowadzenia rozmowy duszpasterskiej. Tych rozmów jest bardzo dużo, mimo że wybór jest ogromny – są świeckie telefony zaufania, w których dyżurują psycholodzy, a jednak duża część – nie tylko wierzący – decydują się na rozmowę z duszpasterzem, który czasem też jest psychologiem, ale chrześcijaninem.
Powiedział Ksiądz Biskup, że Kościół przyszłości będzie Kościołem mniejszości. Mówią to duchowni wszystkich wyznań. Czy nie jest to w jakiś sposób kościelny trick, polegający na tym, że Kościoły pogodziły się już ze swoją porażką, z zanikiem wpływów na sferę publiczną, które kiedyś były zdecydowanie większe, i przypominają hasła o małej trzódce lub gromadce. Czy to nie jest sprytny wybieg marketingowy, kolejny teologiczny zakręt, czy wręcz rozpaczliwa próba ucieczki przed rzeczywistością?
Jeśli chodzi o polską rzeczywistość, to mamy jeden dominujący Kościół i inne Kościoły, które zawsze były w mniejszości. Tylko w niektórych miejscach w Polsce wyznawcy naszego Kościoła lub też innych denominacji stanowią większość, ale to są nieliczne przypadki. Natomiast wracając do pańskiego pytania to być może dla niektórych Kościołów, szczególnie tych dominujących, jak np. dla Kościołów luterańskich w Skandynawii, jest to może jakieś wytłumaczenie. Po 1989 roku Kościoły są bardziej aktywne w przestrzeni publicznej i nie dostrzegam spadku tej aktywności. Myślę tutaj o mediach, ale także ważnych wydarzeniach od poziomu gminy począwszy, a skończywszy na uroczystościach państwowych. Myślę również o naszych duszpasterstwach w szpitalach, wojsku, więzieniach oraz w wielu innych instytucjach.
Od jakiegoś czasu mówi się o nadchodzącym kryzysie personalnym w Kościele ewangelicko-augsburskim. Obecnie średnia wieku jest bardzo niska, jednak w perspektywie 5–7 lat wielu duchownych przejdzie w stan spoczynku, a liczba studentów teologii nie jest zbyt zadowalająca. Czy Kościół liczy się z niebezpieczeństwem poważnych braków kadrowych za kilka lat, podobnie zresztą jak to miało miejsce w latach powojennych? Czy mamy kryzys powołań?
Gdyby zadał pan to pytanie rok temu, to rzeczywiście powiedziałbym, że możemy mieć poważny problem. Przede wszystkim musimy sobie uświadomić, że Tym, który powołuje jest Pan Bóg. To nie jest tak, że to Kościół udziela powołania. Jedyne, co możemy zrobić to modlitwa o powołania. W ubiegłym roku wzywaliśmy parafie naszego Kościoła do modlitw o nowe powołania. Wierzę, że duża liczba studentów teologii, którzy rozpoczęli studia w tym roku to efekt tych modlitw. Jeśli chodzi o kadry Kościoła to możemy powiedzieć, że mamy zapewnioną pełną obsadę:mamy największą liczbę duchownych od okresu powojennego oraz wystarczającą liczbę praktykantów, którzy będą wypełniać luki kadrowe związane z ruchem służbowym, spowodowanym przejściem na emeryturę poszczególnych duchownych.
Czyli nie będzie problemu za pięć czy siedem lat?
Na pewno nie będzie p
roblemu, chyba że duchowni będą masowo rezygnować z dalszej służby, ale takiej sytuacji się nie spodziewam.
Czy nie ma Ksiądz poczucia, że w parafiach Kościoła luterańskiego brakuje lub jest za mało pracy teologicznej i to nie tylko w kontekście obchodów 500-lecia Reformacji, lecz także w tym niezwykle ważnym procesie poszukiwania własnej tożsamości? Mam wrażenie, że brakuje tego, co w czasach Reformacji kultywowane było poprzez lekturę Katechizmu czy podejmowania refleksji nt. bieżących wyzwań teologicznych. Kościół luterański w Polsce – przynajmniej tak to odbieram nie zaistniał w przestrzeni teologicznej w Polsce, a o zagranicy nie wspominając. Czy luteranie w Polsce mają problem z refleksją teologiczną?
Odnoszę zupełnie odwrotne wrażenie. Mamy rozbudowaną i znakomicie wykształconą kadrę w Chrześcijańskiej Akademii Teologicznej. Jest więcej osób predysponowanych do pracy naukowej niż jest miejsc pracy na uczelni. Mamy kilkunastu, jeśli nie kilkudziesięciu księży odbywających studia doktoranckie, mamy kilku młodych duchownych i praktykantów, którzy chcą się rozwijać naukowo, więc widzimy, że ta przestrzeń teologiczno-naukowa jest szeroka. Naszą słabością jest natomiast to, że pozycje naukowe napisane przez ewangelickich teologów nie docierają do szerszego grona odbiorców. Są one znane tylko w naszych protestanckich kręgach. Pod tym względem zgadzam się z panem redaktorem.
Ale jakie to ma przełożenie na obecność Kościoła w dyskursie teologicznym?
Chociażby takie, że jeszcze za moich czasów studenckich korzystaliśmy ze skryptów wykładowców, a jeśli chodzi o polską literaturę teologiczną mogliśmy korzystać tylko ze źródeł rzymskokatolickich. W tej chwili praktycznie w każdej dziedzinie teologicznej kilka lub kilkanaście pozycji wydanych przez naszych profesorów, a więc mamy ewangelicką, polskojęzyczną literaturę teologiczną. To, że każdy luteranin w Polsce może sięgnąć po różne zagadnienia z wielu dyscyplin teologicznych jest bardzo ważne i cenne.
Już za Księdza kadencji Synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego przyjął oświadczenie, dotyczące in vitro. W dialogu ekumenicznym podkreśla się to, że o wiele bardziej tematy etyczno-moralne aniżeli ściśle doktrynalne uniemożliwiają pogłębienie jedności między Kościołami. Czy po przyjęciu przez Synod Kościoła luterańskiego oświadczenia ws. sztucznego zapłodnienia pojawiły się jakieś trudności w relacjach z Kościołem rzymskokatolickim?
Osobiście tego nie odczułem. Stoję na stanowisku, że powinniśmy jasno mówić o kwestiach, co do których się zgadzamy, i o sprawach, które możemy wspólnie bronić lub promować, powinniśmy się więcej ze sobą modlić, jednak nie możemy zapominać o swojej tożsamości.
Czy in vitro jest częścią tożsamości ewangelickiej?
Nie, natomiast stanowisko Kościoła ws. in vitro przyjęte przez Synod wpisuje się w ewangelickie myślenie o etyce. Mamy zatem punkty wspólne, ale jednocześnie różnimy się w niektórych kwestiach, także wewnętrznie. W końcu Kościół luterański nie stanowi monolitu i także w naszej wspólnocie istnieją różnorodne konglomeraty postaw i opinii nie tylko w temacie in vitro. W kontaktach ekumenicznych ważne jest to, aby odważnie i otwarcie mówić o naszym stanowisku. Złą praktyką byłaby sytuacja, gdybyśmy w kontekście ekumenicznego spotkania starali się zatrzeć nasz sposób myślenia. Relacje ekumeniczne są zdrowe wtedy, kiedy każdy może zachować swoją tożsamość, co nie zwalnia nas z poszukiwania nowych obszarów, w których możemy mówić wspólnym głosem. Jeśli chodzi o kontakty z Kościołem rzymskokatolickim to obserwuje coraz mniej kurtuazyjnych zachowań i więcej nieskrępowanej rozmowy o tym, co nas łączy i wciąż dzieli.
Przed dwoma laty Ksiądz Biskup zadeklarował w prasie kościelnej, że jeśli zostanie wybrany na Biskupa Kościoła, będzie się Ksiądz starał nadawać ton w Polskiej Radzie Ekumenicznej (PRE). Czy ten zamiar się udał i jakie jest miejsce Kościoła luterańskiego w PRE?
Kościół luterański nadaje ton pracom PRE tak samo jak każdy inny Kościółó członkowski. Moja pozycja zmieniła się o tyle, że zostałem wybrany na wiceprezesa PRE, co oznacza, że biorę również udział w pracach prezydium i zarządu PRE, gdzie staram się prezentować luterańskie spojrzenie na poszczególne zagadnienia, które albo są przyjmowane albo nie. Jednak przez te ostatnie kilka lat zauważyłem, że mimo pewnych sporów zawsze dochodzimy do konsensusu. Tutaj wielką zasługę ma prezes PRE, abp Jeremiasz z Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Oprócz tego, że jest hierarchą drugiego co do wielkości Kościoła w Polsce, to jest osobą niezwykle ciepłą i dążącą do pokoju. Nie chodzi jednak o zawieranie kompromisu za wszelką cenę, ale o dążenie, aby każdą sprawę załatwić z pełną przejrzystością, wyjaśnić bardzo dogłębnie. Nie upiera się również przy pomysłach, które spotykają się z oporem innych członków Rady.
Czyli jest Ksiądz Biskup zadowolony z roli Kościoła luterańskiego w PRE, a także relacji Kościoła z innymi wspólnotami, nie tylko z tradycyjnie dobrymi stosunkami z reformowanymi, czy kontaktów z metodystami w ramach wspólnoty Ołtarza i Ambony?
Tak, udało nam się w międzyczasie prawnie unormować relacje z Kościołem reformowanym. Podpisaliśmy dokument o wzajemnej przynależności parafialnej członków jednego Kościoła w miejscu, gdzie nie ma parafii drugiego Kościoła, co było szczególnie ważne dla diaspory reformowanej. Myślę, że z pozostałymi partnerami relacje są poprawne – możemy różnić się teologicznie, ale ze sobą współpracować. Tutaj Kościół Starokatolicki Mariawitów jest dobrym przykładem, kiedy stoimy na dwóch krańcach teologicznej myśli, a jednak wzajemnie się wspieramy, co stanowi wzór relacji ekumenicznych.
Był Ksiądz jedynym biskupem pośród gości ekumenicznych podczas ważnych dla mariawitów uroczystości w Płocku związanych ze 150. rocznicą urodzin Założycielki, św. Marii Franciszki…
Zgadza się i fakt ten został bardzo zauważony i doceniony przez mariawitów.
Reformacyjna rocznica i niedawne Święto Reformacji zachęcają do refleksji o tożsamości ewangelickiej i ekumenizmie. Tym bardziej, że w ciągu ostatnich tygodni – o czym kilkakrotnie informowała Katolicka Agencja Informacyjna oraz ekumenizm.pl – pojawiały się wypowiedzi hierarchów i teologów Kościoła rzymskiego, że do 2017 roku możliwy jest „postęp” w dialogu z luteranami, który miałby się dokonać poprzez stworzenie ordynariatów dla tych luteranów, którzy zachowując elementy swojej tradycji i zwyczajów, chcieliby wejść w pełną jedność z Biskupem Rzymu. Podobne rozwiązanie papież zaproponował w 2010 roku rozczarowanym swoim Kościołem anglikanom. Co Biskup Kościoła sądzi o takich pomysłach?
W Polsce zareagowaliśmy bardzo gwałtownie. Podczas rozmów z naszymi braćmi z Niemiec zauważyliśmy, że oni podeszli do tych „pomysłów” bardzo spokojnie. Wynika to z tego, że nie czują się w żaden sposób zagrożeni. Jeżeli jakaś grupa ewangelików czuje, że ma stać się katolikami, nic nie stoi na przeszkodzie, aby do tego Kościoła wstąpili. Jednak wydaje mi się, że ścieżka w przeciwnym kierunku jest zdecydowanie częściej uczęszczana.
Jednak
oceniając pomysł rzymskokatolickiego ordynariatu dla ewangelików, myślę, że jest on zaprzeczeniem dialogu ekumenicznego. Pytanie, w jakim celu się pojawił. Może jest to próba wywarcia wpływu na partnera dialogu? Może wypływa z fałszywej oceny rzeczywistości? Może komuś się wydaje, że oto całe tłumy w Kościołach ewangelickich marzą o organizacyjnej jedności z Rzymem? Może jest to próba zastosowania starej metody, która sprawdziła się w przeszłości w relacjach z prawosławnymi czy anglikanami? Wydaje mi się, że wypływa on w dużej mierze z poczucia wyższości i lekceważenia partnera ekumenicznego. Myślę, że taką postawę można nazwać zbliżoną do pychy, a ta, jak naucza Boże Słowo, zawsze chodzi przed upadkiem. Osobiście uważam, że jeżeli ktoś w Kościele rzymskokatolickim widzi możliwość rozwijania swojej duchowości lepiej, głębiej niż w swoim Kościele, ten powinien przejść na rzymski katolicyzm, ale jak powiedziałem jest to droga dwukierunkowa.
Księże już niejako tradycyjnie chciałbym zapytać o ordynację kobiet i urząd diakona. Przez dłuższy czas istniało moratorium na ordynacje diakonackie, a otwarcie urzędu diakona dla kobiet postrzegane było jako kompromis między zwolennikami a przeciwnikami ordynacji kobiet w ogóle. Czy Ksiądz Biskup zmienił może swój pogląd nt. ordynacji kobiet?
W tym temacie nic się nie zmieniło. Synod poprzedniej kadencji, a więc rok temu, wypowiedział się jasno, że na razie nie będzie ordynacji kobiet.
Jasno?
Tak, jasno. Nie ma póki co ordynacji kobiet do posługi prezbitera, a co za tym idzie biskupa.
Czy Ksiądz Biskup ma przekonanie, że temat ordynacji kobiet został gruntowanie przedyskutowany w Kościele – w parafiach, konferencjach duchownych, na synodach diecezjalnych? Czy zostały wyczerpane wszystkie instrumenty wewnątrzkościelnego dialogu w tak istotnym temacie?
Jestem przekonany o tym, że dopóki nie będzie ordynacji kobiet, to zwolennicy ordynacji kobiet będą sugerowali, że takowy dyskurs nie odbył się w pełni, ponieważ nie osiągnięto zakładanego sukcesu, którym miałaby być ordynacja kobiet. To jest dla mnie zrozumiałe. Znając Kościół na tyle, na ile znam, a myślę, że znam go dobrze, stoję na stanowisku, że w środowiskach, w których dyskusja miała się odbyć została ona należycie przeprowadzona – zarówno zwolennicy, jak i przeciwnicy ordynacji kobiet mogli się wypowiedzieć. Mam oczywiście świadomość tego, że temat będzie wracał jak bumerang, że są grupy w Kościele, uważające, że głównym zadaniem Kościoła jest doprowadzenie do ordynacji kobiet.
Osobiście takich grup nie dostrzegam
To moje subiektywne zdanie i odnoszę wrażenie, że są takie grupy, które żywotność Kościoła lub jego brak mierzą kwestią ordynacji kobiet. Jestem również świadomy tego, że jest inna grupa w Kościele, uważająca, że jeśli Kościół zaakceptuje ordynację kobiet, to będzie to oznaka odstąpienia od Ewangelii.
Ale przecież kobiety już zwiastują Ewangelię w posłudze diakona, a jedyne czego nie mogą to objąć samodzielnie parafię i prowadzić nabożeństw komunijnych, chociaż i tutaj są wyjątki wynikające po prostu z teologii powszechnego kapłaństwa ochrzczonych. Więc o co chodzi, skoro diakon to po prostu przejaw jednego urzędu?
Oceniam tylko, że są grupy w Kościele, które z ordynacji kobiet czynią warunek ożywienia Kościoła.
A może nie ożywienia, a raczej unormowania sytuacji?
W Kościele są też tacy, którzy uważają, że ordynacja kobiet oznacza zdecydowane odstąpienie od biblijnych zasad i pierwszy krok ku zeświecczeniu i śmierci Kościoła. Nie oceniam, który z tych poglądów jest słuszny, jednak moją odpowiedzialnością jest wyrugowanie skrajnych postaw w Kościele, czuwanie nad tym, aby nikt nikogo nie lekceważył bez względu na to, czy jest to kobieta czy mężczyzna. Wszystkim należy się jednakowy szacunek. Jeśli zaś chodzi o diakonów, to mówimy bardziej o kwestii technicznej. Miałem kilka spotkań z diakonami, próbowałem zdefiniować jak diakoni sami/same rozumieją swój urząd i skonfrontowałem to z kościelnymi przepisami prawnymi. Czasami te wizje się różnią. Uważam, że Kościół potrzebuje diakonów – bez względu na płeć – jako służbą pomocniczą głoszenia Słowa Bożego. Jest to jednak służba pomocnicza w parafii. Stąd też, aby ordynacja diakonacka się odbyła potrzebna jest parafia, która będzie chciała przyjąć diakona i zagwarantować wieloletnią służbę. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to w przyszłym roku odbędzie się ordynacja diakonacka dla konkretnej parafii.
Księże Biskupie, niedawno zakończył się w Bielsku Synod Kościoła Ewangelicko-Augsburskiego. Jedną z decyzji Synodu było ograniczenie biernego prawa wyborczego w parafiach dla osób, które funkcjonują na terenie danej parafii krócej niż trzy lata. W różnych miejscach pojawiły się informacje, że taka decyzja jest nie tylko wprowadzaniem sztucznych podziałów w Kościele, nie tylko w kontekście osób, które wstąpiły po długim przygotowaniu do Kościoła, lecz także podważaniem zasady równości wobec prawa.
Nie rozumiem na czym owe podważenie zasady równości miałoby polegać. Jeżeli oprzeć się na płaszczyźnie nowotestamentowej to trzeba jasno powiedzieć, że jednym z zaleceń podczas zakładania zborów było to, aby „starsi”, czyli osoby odpowiedzialne za prowadzenie społeczności, byli wybierani spośród osób o dłuższym „stażu chrześcijańskim”. Z punktu widzenia Kościoła ważne jest, aby osoby, które zasiadają w Radach Parafialnych, Synodach i innych władzach, zyskały doświadczenie i poznały głębiej daną parafię, jej potrzeby, kontekst, w którym przychodzi jej działać. Tym bardziej dotyczy to konwertytów. Zwykle wstąpienie do Kościoła następuje po rocznym przygotowaniu. Jest to zdecydowanie za mało, aby do końca poznać specyfikę Kościoła, a tym samy zyskać prawo do współdecydowania o jego funkcjonowaniu. Oczywiście pośród osób wstępujących do naszego Kościoła jest wielu wykształconych, kompetentnych, znanych ludzi. Bardzo sobie ich cenimy, chcemy jednak, aby swoje wyobrażenia o Kościele ewangelickim mieli możliwość skonfrontowania z rzeczywistością. Okres trzech lat nie wydaje się tutaj jakimś wielkim problemem.
Dziękuję za rozmowę.
: : Ekumenizm.pl: Wywiad z bp. Jerzym Samcem z 2010 r.