Szczęśliwe Walentynki!
- 14 lutego, 2008
- przeczytasz w 5 minut
Niekoronowanym miesiącem zakochanych, kochanków i miłości jest Luty — dzień świętego Walentego oznaczono symbolem czerwonego serca. Tego dnia panowie prześcigają się w pomysłach okazywania uczuć. Najczęściej jednak, tylko i wyłącznie tego dnia. Wybranki, dla których planują swoje ekscytujące, romantyczne atrakcje, jak spragnione długotrwałym marszem po pustyni wielbłądzice, prześcigają się za to w układaniu naiwnych miraży.W tym miejscu pozwolę sobie na wypowiedzenie pewnego truizmu: nam mężczyznom […]
Niekoronowanym miesiącem zakochanych, kochanków i miłości jest Luty — dzień świętego Walentego oznaczono symbolem czerwonego serca. Tego dnia panowie prześcigają się w pomysłach okazywania uczuć. Najczęściej jednak, tylko i wyłącznie tego dnia. Wybranki, dla których planują swoje ekscytujące, romantyczne atrakcje, jak spragnione długotrwałym marszem po pustyni wielbłądzice, prześcigają się za to w układaniu naiwnych miraży.
W tym miejscu pozwolę sobie na wypowiedzenie pewnego truizmu: nam mężczyznom głębokie relacje uczuciowe sprawiają o wiele więcej trudności niż kobietom. W związkach małżeńskich jesteśmy niechlujni i niedbali, gdy zarzuci się nam te uczuciowe niedbalstwo, to dla usprawiedliwienia z prędkością błyskawicy wskazujemy na drugiego gorszego od nas faceta. Jednak nasze żony widzą i czują te męskie niedoskonałości jeszcze inaczej. Aby zilustrować to posłużę się pewną anegdotą:
“Po dwóch dobach oczekiwania na powrót męża do domu, zrozpaczona żona zadzwoniła do swojej przyjaciółki prosząc ją o radę i pomoc. Przyjaciółka natychmiast jej odpowiedziała: — Kochana, zaraz będę u ciebie i pojedziemy razem na policję złożyć raport o zaginięciu twego męża. W komisariacie zrozpaczonej żonie podano do wypełnienia formularz, w którym miała określić specyficzne cechy wyglądu i charakteru osoby zaginionej. Po krótkim zastanowieniu żona zaczęła opisywać swego zaginionego męża: — Wysoki brunet o gęstych ciemnych kręcony włosach, bardzo elegancko ubrany, mówiący grzecznym, łagodnym głosem, prawdziwie czuły ojciec i mąż. Przyjaciółka zerknęła jej przez ramię i z oburzeniem krzyknęła: — Czyś ty zwariowała! Przecież to nie jest opis twego męża! Twój mąż jest niski, gruby, łysy i ubrany niechlujnie jak dziad. A jak otworzy usta to lepiej aby w pobliżu nie było dzieci. Kobieta wymownie popatrzyła na przyjaciółkę i odparła: — To co mówisz jest najprawdziwszą prawdą! Ale powiedz mi kochana — kto by chciał go takim dostać z powrotem?”
Jesteśmy z moją żoną w małżeństwie już ponad trzydzieści lat i oboje dobrze wiemy jak szybko niebo może zamienić się w piekło. Przed wielu laty, po jakimś tam z kolei bolesnym małżeńskim kryzysie ustaliliśmy, że już nigdy nie pozostawimy niezałatwionej sprawy zanim położymy się spać. Mówiąc jeszcze inaczej, literalnie wprowadziliśmy zalecenie z Biblii: “gniewajcie się, ale niech słońce nie zachodzi nad waszym gniewem.” Daję słowo, ten skromny fragment z Pisma Świętego uratował nas od niejednej poważnej awantury.
Pewnego dnia zapytałem żonę: — Czy kochasz mnie tak samo jak przed laty? Przecież nie jestem już piękny i młody, posiwiałem i zaczynam mieć coraz bardziej pomarszczoną twarz. Coraz częściej bywam marudny i tak często się powtarzam, że jestem sobą samym poważnie znudzony. Popatrzyła na mnie wymownie i zdecydowanie odpowiedziała: — Przecież obiecałam ci, że będę z tobą na dobre i na złe. W młodości i starości, na ekscytujące rozmowy i twoje nudne ględzenie.
Nasza rzeczywistość jest właśnie taka, że wspaniałe relacje i szczęśliwe życie wymagają od nas z obydwu stron ciężkiej pracy. Mnóstwo ludzi pragnie tylko romantycznej miłości bez żadnego realizmu życia.
Wielu z moich znajomych, których małżeństwa rozpadały się z powodu przygody miłosnej, opowiadali mi później, że to co ich uwiodło w drugiej kobiecie czy mężczyźnie było tym, że ta nowo poznana osoba była zadbana i zawsze w szampańskim nastroju. Gdy o tym opowiadali zazwyczaj cisnęło mi się na usta: — Pozwól swojemu współmałżonkowi spotykać się z tobą od czasu do czasu, w określonych okolicznościach, bez codziennych waszych wspólnych problemów, to i on lub ona będą tak samo wystrzałowi.
Szczególnie mężczyźni niemal zawsze mają tendencje do robienia mało realistycznych porównań, których źródło jest w powiedzeniu, że: “u sąsiada jest zawsze zieleńsza trawa.” Mówiąc o tym fakcie nie zadajemy sobie trudu, aby pomyśleć, że jeśli u sąsiada trawa jest zieleńsza niż u wszystkich innych, to z pewnością tylko z tej przyczyny, że częściej ją podlewał, podsypywał nawozem i po prostu dbał o to, aby była zielona. Jeśli ktoś nie dba to niech się nie dziwi, że na jego trawniku sterczą chwasty w zeschłej trawie.
Jezus spotkał przy studni młodą kobietę, która już pięć razy była zamężna i aktualnie żyła z innym mężczyzną bez ślubu. To, co w owym czasie powiedział do niej Jezus jest w pełni aktualne w dniu dzisiejszym w odniesieniu do nas wszystkich:- Moja droga, szukasz miłości w niewłaściwych miejscach. Żadna relacja czy osoba nie da ci zaspokojenia twoich najgłębszych potrzeb. Nie ma to najmniejszego znaczenia jak bardzo kocha ciebie mężczyzna, gdyż i tak po pewnym czasie porzuci cie. A ty będziesz ponownie pragnęła miłości. Ja dam ci żywą wodę po której już nigdy nie będziesz spragniona, gdyż tylko w relacji z Bogiem możesz prawdziwie siebie zaspokoić i być orzeźwiającym źródłem dla innych.
Nikt z nas nie może mieć prawdziwej relacji z drugą osobę bez zrozumienia relacji z Bogiem. Najbardziej ludzie potrzebują naszej miłości, gdy na nią zupełnie nie zasługują. Moja żona najbardziej potrzebuje mojej miłości wówczas, gdy jest w złym nastroju, gdy sprawy się komplikują, a nad głową wiszą gradowe chmury. To jest ta chwila, gdy ona potrzebuje mojej czułości. Będąc w bliskiej relacji z Chrystusem mogę ją kochać taką samą miłością, jaką w Nim znajduję. Dlatego że On kochał mnie nawet wówczas, gdy byłem beznadziejny, dlatego ja mogę ją kochać, wtedy gdy ona zachowuje się beznadziejnie.
Mając taką postawę możemy planować swoje Walentynki na następne lata, w których z przyczyn całkiem naturalnych będziemy potrzebowali coraz to więcej miłości, która wypływa ze “źródła wody żywej”.
Może w tym roku zamiast planowania hucznego, romantycznego “walentynkowego” wieczoru, usiądźmy obok siebie wsłuchując się w rytm, którym bije serce osoby siedzącej obok nas. Sięgnijmy po “wodę żywą”, która da nam możliwość dostrojenia pulsu naszych serc.
Pastor Lech Foremski