Społeczeństwo

Szczęśliwe Walentynki!


Nie­ko­ro­no­wa­nym mie­sią­cem zako­cha­nych, kochan­ków i miło­ści jest Luty — dzień świę­te­go Walen­te­go ozna­czo­no sym­bo­lem czer­wo­ne­go ser­ca. Tego dnia pano­wie prze­ści­ga­ją się w pomy­słach oka­zy­wa­nia uczuć. Naj­czę­ściej jed­nak, tyl­ko i wyłącz­nie tego dnia. Wybran­ki, dla któ­rych pla­nu­ją swo­je eks­cy­tu­ją­ce, roman­tycz­ne atrak­cje, jak spra­gnio­ne dłu­go­trwa­łym mar­szem po pusty­ni wiel­błą­dzi­ce, prze­ści­ga­ją się za to w ukła­da­niu naiw­nych mira­ży.W tym miej­scu pozwo­lę sobie na wypo­wie­dze­nie pew­ne­go tru­izmu: nam męż­czy­znom […]


Nie­ko­ro­no­wa­nym mie­sią­cem zako­cha­nych, kochan­ków i miło­ści jest Luty — dzień świę­te­go Walen­te­go ozna­czo­no sym­bo­lem czer­wo­ne­go ser­ca. Tego dnia pano­wie prze­ści­ga­ją się w pomy­słach oka­zy­wa­nia uczuć. Naj­czę­ściej jed­nak, tyl­ko i wyłącz­nie tego dnia. Wybran­ki, dla któ­rych pla­nu­ją swo­je eks­cy­tu­ją­ce, roman­tycz­ne atrak­cje, jak spra­gnio­ne dłu­go­trwa­łym mar­szem po pusty­ni wiel­błą­dzi­ce, prze­ści­ga­ją się za to w ukła­da­niu naiw­nych mira­ży.

W tym miej­scu pozwo­lę sobie na wypo­wie­dze­nie pew­ne­go tru­izmu: nam męż­czy­znom głę­bo­kie rela­cje uczu­cio­we spra­wia­ją o wie­le wię­cej trud­no­ści niż kobie­tom. W związ­kach mał­żeń­skich jeste­śmy nie­chluj­ni i nie­dba­li, gdy zarzu­ci się nam te uczu­cio­we nie­dbal­stwo, to dla uspra­wie­dli­wie­nia z pręd­ko­ścią bły­ska­wi­cy wska­zu­je­my na dru­gie­go gor­sze­go od nas face­ta. Jed­nak nasze żony widzą i czu­ją te męskie nie­do­sko­na­ło­ści jesz­cze ina­czej. Aby zilu­stro­wać to posłu­żę się pew­ną aneg­do­tą:


“Po dwóch dobach ocze­ki­wa­nia na powrót męża do domu, zroz­pa­czo­na żona zadzwo­ni­ła do swo­jej przy­ja­ciół­ki pro­sząc ją o radę i pomoc. Przy­ja­ciół­ka natych­miast jej odpo­wie­dzia­ła: — Kocha­na, zaraz będę u cie­bie i poje­dzie­my razem na poli­cję zło­żyć raport o zagi­nię­ciu twe­go męża. W komi­sa­ria­cie zroz­pa­czo­nej żonie poda­no do wypeł­nie­nia for­mu­larz, w któ­rym mia­ła okre­ślić spe­cy­ficz­ne cechy wyglą­du i cha­rak­te­ru oso­by zagi­nio­nej. Po krót­kim zasta­no­wie­niu żona zaczę­ła opi­sy­wać swe­go zagi­nio­ne­go męża: — Wyso­ki bru­net o gęstych ciem­nych krę­co­ny wło­sach, bar­dzo ele­ganc­ko ubra­ny, mówią­cy grzecz­nym, łagod­nym gło­sem, praw­dzi­wie czu­ły ojciec i mąż. Przy­ja­ciół­ka zer­k­nę­ła jej przez ramię i z obu­rze­niem krzyk­nę­ła: — Czyś ty zwa­rio­wa­ła! Prze­cież to nie jest opis twe­go męża! Twój mąż jest niski, gru­by, łysy i ubra­ny nie­chluj­nie jak dziad. A jak otwo­rzy usta to lepiej aby w pobli­żu nie było dzie­ci. Kobie­ta wymow­nie popa­trzy­ła na przy­ja­ciół­kę i odpar­ła: — To co mówisz jest naj­praw­dziw­szą praw­dą! Ale powiedz mi kocha­na — kto by chciał go takim dostać z powro­tem?”


Jeste­śmy z moją żoną w mał­żeń­stwie już ponad trzy­dzie­ści lat i obo­je dobrze wie­my jak szyb­ko nie­bo może zamie­nić się w pie­kło. Przed wie­lu laty, po jakimś tam z kolei bole­snym mał­żeń­skim kry­zy­sie usta­li­li­śmy, że już nigdy nie pozo­sta­wi­my nie­za­ła­twio­nej spra­wy zanim poło­ży­my się spać. Mówiąc jesz­cze ina­czej, lite­ral­nie wpro­wa­dzi­li­śmy zale­ce­nie z Biblii: “gnie­waj­cie się, ale niech słoń­ce nie zacho­dzi nad waszym gnie­wem.” Daję sło­wo, ten skrom­ny frag­ment z Pisma Świę­te­go ura­to­wał nas od nie­jed­nej poważ­nej awan­tu­ry.


Pew­ne­go dnia zapy­ta­łem żonę: — Czy kochasz mnie tak samo jak przed laty? Prze­cież nie jestem już pięk­ny i mło­dy, posi­wia­łem i zaczy­nam mieć coraz bar­dziej pomarsz­czo­ną twarz. Coraz czę­ściej bywam marud­ny i tak czę­sto się powta­rzam, że jestem sobą samym poważ­nie znu­dzo­ny. Popa­trzy­ła na mnie wymow­nie i zde­cy­do­wa­nie odpo­wie­dzia­ła: — Prze­cież obie­ca­łam ci, że będę z tobą na dobre i na złe. W mło­do­ści i sta­ro­ści, na eks­cy­tu­ją­ce roz­mo­wy i two­je nud­ne glę­dze­nie.


Nasza rze­czy­wi­stość jest wła­śnie taka, że wspa­nia­łe rela­cje i szczę­śli­we życie wyma­ga­ją od nas z oby­dwu stron cięż­kiej pra­cy. Mnó­stwo ludzi pra­gnie tyl­ko roman­tycz­nej miło­ści bez żad­ne­go reali­zmu życia.


Wie­lu z moich zna­jo­mych, któ­rych mał­żeń­stwa roz­pa­da­ły się z powo­du przy­go­dy miło­snej, opo­wia­da­li mi póź­niej, że to co ich uwio­dło w dru­giej kobie­cie czy męż­czyź­nie było tym, że ta nowo pozna­na oso­ba była zadba­na i zawsze w szam­pań­skim nastro­ju. Gdy o tym opo­wia­da­li zazwy­czaj cisnę­ło mi się na usta: — Pozwól swo­je­mu współ­mał­żon­ko­wi spo­ty­kać się z tobą od cza­su do cza­su, w okre­ślo­nych oko­licz­no­ściach, bez codzien­nych waszych wspól­nych pro­ble­mów, to i on lub ona będą tak samo wystrza­ło­wi.


Szcze­gól­nie męż­czyź­ni nie­mal zawsze mają ten­den­cje do robie­nia mało reali­stycz­nych porów­nań, któ­rych źró­dło jest w powie­dze­niu, że: “u sąsia­da jest zawsze zie­leń­sza tra­wa.” Mówiąc o tym fak­cie nie zada­je­my sobie tru­du, aby pomy­śleć, że jeśli u sąsia­da tra­wa jest zie­leń­sza niż u wszyst­kich innych, to z pew­no­ścią tyl­ko z tej przy­czy­ny, że czę­ściej ją pod­le­wał, pod­sy­py­wał nawo­zem i po pro­stu dbał o to, aby była zie­lo­na. Jeśli ktoś nie dba to niech się nie dzi­wi, że na jego traw­ni­ku ster­czą chwa­sty w zeschłej tra­wie.


Jezus spo­tkał przy stud­ni mło­dą kobie­tę, któ­ra już pięć razy była zamęż­na i aktu­al­nie żyła z innym męż­czy­zną bez ślu­bu. To, co w owym cza­sie powie­dział do niej Jezus jest w peł­ni aktu­al­ne w dniu dzi­siej­szym w odnie­sie­niu do nas wszyst­kich:- Moja dro­ga, szu­kasz miło­ści w nie­wła­ści­wych miej­scach. Żad­na rela­cja czy oso­ba nie da ci zaspo­ko­je­nia two­ich naj­głęb­szych potrzeb. Nie ma to naj­mniej­sze­go zna­cze­nia jak bar­dzo kocha cie­bie męż­czy­zna, gdyż i tak po pew­nym cza­sie porzu­ci cie. A ty będziesz ponow­nie pra­gnę­ła miło­ści. Ja dam ci żywą wodę po któ­rej już nigdy nie będziesz spra­gnio­na, gdyż tyl­ko w rela­cji z Bogiem możesz praw­dzi­wie sie­bie zaspo­ko­ić i być orzeź­wia­ją­cym źró­dłem dla innych.


Nikt z nas nie może mieć praw­dzi­wej rela­cji z dru­gą oso­bę bez zro­zu­mie­nia rela­cji z Bogiem. Naj­bar­dziej ludzie potrze­bu­ją naszej miło­ści, gdy na nią zupeł­nie nie zasłu­gu­ją. Moja żona naj­bar­dziej potrze­bu­je mojej miło­ści wów­czas, gdy jest w złym nastro­ju, gdy spra­wy się kom­pli­ku­ją, a nad gło­wą wiszą gra­do­we chmu­ry. To jest ta chwi­la, gdy ona potrze­bu­je mojej czu­ło­ści. Będąc w bli­skiej rela­cji z Chry­stu­sem mogę ją kochać taką samą miło­ścią, jaką w Nim znaj­du­ję. Dla­te­go że On kochał mnie nawet wów­czas, gdy byłem bez­na­dziej­ny, dla­te­go ja mogę ją kochać, wte­dy gdy ona zacho­wu­je się bez­na­dziej­nie.


Mając taką posta­wę może­my pla­no­wać swo­je Walen­tyn­ki na następ­ne lata, w któ­rych z przy­czyn cał­kiem natu­ral­nych będzie­my potrze­bo­wa­li coraz to wię­cej miło­ści, któ­ra wypły­wa ze “źró­dła wody żywej”.


Może w tym roku zamiast pla­no­wa­nia hucz­ne­go, roman­tycz­ne­go “walen­tyn­ko­we­go” wie­czo­ru, usiądź­my obok sie­bie wsłu­chu­jąc się w rytm, któ­rym bije ser­ce oso­by sie­dzą­cej obok nas. Się­gnij­my po “wodę żywą”, któ­ra da nam moż­li­wość dostro­je­nia pul­su naszych serc.


Pastor Lech Forem­ski

Ekumenizm.pl działa dzięki swoim Czytelnikom!
Portal ekumenizm.pl działa na zasadzie charytatywnej pracy naszej redakcji. Zachęcamy do wsparcia poprzez darowizny i Patronite.